Blog

DOTYK – wywiad

Pawle, przyznam Ci się szczerze, że Twoje poczynania są mi znane od stosunkowo niedawna. Zastanawiałam się, czy jest to możliwe, że je wcześniej przeoczyłam, czy też może Twój staż pracy rzeczywiście jest jeszcze krótki. Patrząc jednak na efekty Twojej pracy, jestem skłonna ze wstydem przyznać się do gapiostwa. Powiedz mi jednak, jak jest? Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda, kiedy pierwszy raz trzymałeś w dłoni maszynkę?

Kiedy tak sobie o tym pomyślę, wydaje mi się to niemożliwe, że minęły już trzy lata od czasu, gdy zrobiłem swój pierwszy tatuaż. Pamiętam do dzisiaj, ile kosztowało mnie to nerwów i wysiłku, ale też ile dawało dzikiej radości. Miałem jednak szczęście, że mogłem uczyć się techniki tatuażu pod okiem doświadczonych artystów w profesjonalnym studio. Musiało jednak minąć sporo czasu zanim pozwolili mi złapać za maszynę i postawić na skórze swoje pierwsze linie. Chodziło o zdobycie wiedzy technicznej, dzięki której czułem się do tego bardziej przygotowany. Zaczynałem od samych podstaw, jak przygotowanie stanowiska, czy składanie maszyny. Spędzałem godziny obserwując tatuatorów przy pracy i przypatrując się, jak posługują się sprzętem, co bardzo mi pomogło.

Myślę, że przygotowanie, jakie przeszedłeś jest jedynym rozsądnym, uczy pokory, szacunku do zawodu i pomaga wyeliminować wiele niepotrzebnych błędów. Czy zanim postanowiłeś spróbować swoich sił w tatuażu, miałeś już w zanadrzu jakieś plastyczne doświadczenie z innymi technikami?

Malowałem i rysowałem od dziecka. Już wtedy marzyłem o tym, żeby w przyszłości zajmować się czymś związanym w jakiś sposób ze sztuką. Ostatecznie, przeprowadzając się do Warszawy nie miałem pojęcia co mnie czeka, chociaż gdzieś z tyłu głowy miałem nadzieję, że moja kariera powoli zacznie zmierzać w stronę grafiki komputerowej lub fotografii. Jako hobby obrałem sobie projektowanie w 3D i animację. Sprawiało mi to ogromną frajdę i temu chciałem oddać się całkowicie. Wybrałem kierunek studiów, który miał otworzyć mi dalszą drogę właśnie w podobnej dziedzinie. Szczęśliwie udało mi się spełnić swoje ambicje pracując jako tatuator.   

Toteż za swoje medium obrałeś tatuaż, w Twoich pracach widać jednak ogromne zamiłowanie do sztuki w ogóle i to chyba z niej czerpiesz największe inspiracje. Generalnie, nie jest to nic nadzwyczajnego, wręcz przeciwnie, tatuatorzy bardzo często sięgają po dorobek artystów różnych dziedzin. Ty jednak chyba szczególnie upodobałeś sobie przede wszystkim renesans, klasycyzm, przepuszczony poniekąd przez modernistyczny filtr. Skąd pomysł na podobne rozwiązania i skąd u Ciebie to niedzisiejsze, mogłoby się zdawać, poszanowanie dla dawnych mistrzów?

Wykorzystuję oczywiście w swojej pracy wszystkie motywy, które imponują mi najbardziej. Fascynuje mnie to, w jaki sposób dawni artyści posługiwali się światłocieniem i kontrastem, tworząc przy tym niesamowite detale wyłaniające się z półmroku. Ich przekład rzeczywistości zapiera dech, ale też mocno nawiązuje do antyku oraz starożytności, dlatego sama sztuka renesansu wzbudza we mnie bardzo głębokie emocje oraz doprowadza w stan zamyślenia. Chciałem odtworzyć na nowo ich świetność, próbując znaleźć ciekawy sposób na przedstawienie wybranych przeze mnie lub klientów motywów, licząc na stworzenie czegoś ponadczasowego. Żeby być jakkolwiek zauważonym, musiałem przebić się przez panującą w środowisku tatuażowym modę, ale też po części wykorzystać jej elementy, takie jak geometria czy minimalizm. Mój skromny dorobek daje mi obecnie ogromną swobodę i mam zamiar dalej szerzyć swoją konsekwentną wizję. Traktuję tatuaż bardzo osobiście, dlatego jest to z mojej strony pewien manifest.

No właśnie, Twoje prace to oryginalne połączenie minimalizmu z niesamowitą precyzją, zachowaniem dokładności anatomii, mimo małego formatu i efektownej, ale trudnej techniki jaką jest dotwork. Za pomocą czarnej kropki udaje Ci się uzyskać efekt przestrzenności, przeźroczystości, gradientu, jednym słowem można by powiedzieć – wielowymiarowości… Posługujesz się przy tym jedynie czernią. Co w pracach tego typu stanowi największe wyzwanie?

Podchodzę do każdego projektu z ogromną ostrożnością. Tak naprawdę za każdym razem muszę przygotować kalkę i zobaczyć jak wzór układa się na skórze lub czy wszystkie detale są wykonalne. Lubię poświęcać klientowi więcej czasu, niż jest to potrzebne, a sam proces tatuowania zaczynam tylko wtedy, kiedy jestem całkowicie przekonany. Największym wyzwaniem jest chyba odwzorowanie twarzy przy małym formacie, czemu nieraz poświęcam więcej uwagi, niż pozostałej część wzoru. Potrafię spędzić dodatkową godzinę dopieszczając każdy gradient, dodając kolejną kropkę to tu, to tam. Wydaje mi się, że naprawdę wiele to zmienia, a efekt końcowy jest zdecydowanie bardziej imponujący.

Za najbardziej efektowne uważa się z reguły prace w kolorze i rzeczywiście, w dużej mierze tak właśnie jest, posługiwanie się kolorem wymaga pełnej świadomości zasad koegzystencji barw, umiejętnego posługiwania się nimi. Czerń mogłaby się zdawać rozwiązaniem łatwiejszym, ale i o wiele trudniejszym zarazem. Co Twoim zdaniem przemawia na korzyść prac monochromatycznych, co stanowi o ich atrakcyjności i sile wyrazu? Ja osobiście cenie w nich ponadczasowość i trwałość.

Kocham to, w jaki sposób czarny tusz kontrastuje z kolorem skóry oraz jak odbija mocne światło. Chociaż przyznam, że nie mam konkretnego zdania na ten temat. Uważam, że to tylko i wyłącznie kwestia gustu. Monochromatyczne tatuaże kojarzą mi się przede wszystkim z pewnego rodzaju wyrafinowaniem i elegancją. Myślę, że sporo mówią o charakterze zdecydowanej na to osoby lub jej estetyce. Chodzi chyba o sposób, w jaki klient chce reprezentować siebie, czy jak chce być postrzegany. Ale to moje subiektywne podejście.

Kojarzony jesteś przede wszystkim z luźno interpretowanymi, cytowanymi dziełami sztuki.  To one sprawiają Ci najwięcej frajdy czy może lista Twoich ulubionych motywów nas zaskoczy? 😉

Chyba najbardziej upodobałem sobie dłonie. Zwykle w swobodnej, rozluźnionej pozycji lub oplatające wybrany obiekt. Tak się składa, że to na nie zwracam najczęściej uwagę przeglądając dorobek wielu artystów i w ten sposób oceniam kunszt ich dzieła. Ich wykonanie stanowi wyzwanie, którego sumienie każe mi się podjąć przy każdej możliwej okazji. Pomijając moją wspomnianą obsesję, lubię bardzo motywy roślinne, przedmioty codziennego użytku, szkło, kształty i cienie postaci. W zasadzie wszystko, co pozwoli mi stworzyć ciekawą kompozycję. Tak, jak dla klienta istotne jest znaczenie, dla mnie najważniejsza jest prosta forma wzoru. W moim przypadku mniej znaczy więcej.       

Czy wśród artystów sztuk plastycznych / użytkowych oraz tatuatorów są konkretne osoby, które szczególnie podziwiasz i które Cię inspirują?

Może wydawać Ci się to dziwne, ale jestem fanem kolorowych tatuaży i gdybym miał wymienić nazwiska swoich ulubionych tatuatorów, byliby to twórcy kolorowych, neo-tradycyjnych prac. Jednak to, co miało na mnie znaczący wpływ to polska szkoła plakatu.

Muszę przyznać, że upodobaniem do kolorowych prac rzeczywiście mnie zaskoczyłeś! Choć całościowo wydajesz się osobą niesamowicie barwną i oryginalną, trochę niedzisiejszą. Co pasjonuje Cię poza sztuką tatuażu, a jednocześnie, co pomaga Ci się w niej dalej rozwijać?

Kontakt z ludźmi, zdecydowanie. Każda praca, której podejmowałem się w przeszłości pomagała mi się bardziej otworzyć i współpraca z nimi dawała mi więcej pewności siebie. Z ich pomocą zacząłem robić rzeczy, których nigdy wcześniej bym się nie odważył. Spowodowało to we mnie pewne zmiany, na co sam nie miałbym wpływu – jak chociażby zajmowanie się sztuką tatuażu. Mam na myśli również tworzenie wzorów i ich późniejszy odbiór.

W trzy lata osiągnąłeś bardzo wiele i po rozmowie z Tobą widzę, że jest to duża zasługa Twojego bardzo dojrzałego podejścia do pracy, jaką wykonujesz. Co planujesz w perspektywie, jakie są Twoje zamierzenia i cele?

Dalszy rozwój. Wielu rzeczy muszę się jeszcze nauczyć. Mowa nie tylko o technice tatuażu, ale i życiu prywatnym. Chciałbym się skupić na podróżach. Zarówno w celach zawodowych, jak i rekreacyjnych. Tatuowanie dało mi ogromną tego możliwość. Dostaję zaproszenia na guest spoty w różnych krajach, czego zupełnie się nie spodziewałem. Nigdy nie kojarzyłem tego zawodu z wyjazdami, ale zacząłem się tym cieszyć. Chyba dlatego, że mogę połączyć przyjemne z pożytecznym i nareszcie daje mi to motywację do spakowania walizki, a jednocześnie poczucie, że może faktycznie robię coś dobrze?


Posted in Wywiad
Tags:       

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *







Post a Comment

Your email is never published nor shared. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>